Archiwum 18 stycznia 2009


Słów kilka na dobry początek...
18 stycznia 2009, 03:25

Zacznijmy od tego czemu powinienem poświęcić czas w tej chwili-wstępu do prawoznastwa, ale uwierzcie mi to o wiele mniej interesujące zajęcie..

.Reqiem dla miłości-temat tak banalny, że aż mdły, by nie powiedzieć pretensjonalny. Kocha właściwie każdy, więc każdy wie o co chodzi, więc po co o tym jeszcze pisać, ciekawsze tematy wszak wręcz same pchają się pod nogi, a ściślej rzecz ujmując pod palce biegające po klawiaturze. Tak można by powiedzieć, że wszak istnieją różne rodzaje miłości, poczynając od altruizmu na narcyzmie kończąc, różne są koncepcje dotyczące źródła miłości, choćby na tej płaszczyźnie można wszcząć by skądinąd ciekawą dyskusję, ale po co? Dla niezdrowego samozaspokojenia się erudytów, w rzeczywistości żebrzących o okruchy ciepła.

Powód pisania o miłości jest o wiele banalniejszy, po prostu z potrzeby kochania i bycia kochanym.W sytuacji kiedy kolejny wieczór z kubkiem gorącej czekolady, jaśminowym kadzidełkiem i Mozartem staje się nie do zniesienia w perspektywie spędzenia go tak samo w dniu jutrzejszym, kiedy samotność, z dozą konsekwencji zadamawia się w kolejnym zakamarku ciała, kiedy dłonie tracą zdolność pisania braille'a po ciele kobiety, kiedy usta pękają na mrozie bez czułości.

Piszę o miłości w najmniej miłosnej chwili, kiedy właściwie przestaje oddychać tracąc zdolność do bycia razem, do usłyszenia szeptu nadbiegających z daleka pukli włosów, śpiewu szalika rozwianego szczęściem, dotyku dłoni  na moście ostrożnego jak spotkanie łabędzi, wspólnych rozmów nocą bez wypowiedzenia jednego słowa, i tego złaknienia ciał, palców błąkających się niby we mgle pocałunków, sunących po plecach i ustach, co jak żołnierze suną za nimi zdobywając kolejną twierdzę rozkoszy.

Właśnie dlatego zimowe wieczory w dwójnasób odczuwa się samotnie, z własnego bycia niczym nie ograniczonego oprócz myślą, iż kogoś brakuje, kogoś kogo nie znajduję, a może już po prostu znaleźć  nie potrafię...